Ks. Stanisław Groń SJ: Jesteś jezuickim misjonarzem z Polski i pracujesz na
Madagaskarze od 1987 r. - zwracam się do o. Tadeusza Kasperczyka - powiedz Czytelnikom Posłańca
Serca Jezusowego, jak u Was odbyły się uroczystości dziękczynienia za
beatyfikację o. Jana Beyzyma SJ.
Ks. Tadeusz Kasperczyk SJ: Dowiedzieliśmy się
późno, że nasz współbrat o. J. Beyzym, będzie beatyfikowany w Krakowie.
Uroczystość dziękczynna za jego beatyfikację odbyła się jednak okazale i była
głębokim przeżyciem religijnym. Chrześcijanie na tej wyspie wielbili Boga za wielkie
czyny Jego miłosierdzia, okazane bliźnim przez naszego Rodaka.
St. G.: Jaki był Twój udział w zorganizowaniu
Waszego święta i co uczynili księża i inni wierni, aby przygotować się do tego
przeżycia?
T. K.: Będąc na początku czerwca w Antanariwo,
znalazłem w katolickiej malgaskiej gazecie krótką notatkę poświęconą o. J.
Beyzymowi oraz jego zdjęcie. Mieszkałem u polskich ojców oblatów. W rozmowie
stwierdziliśmy, że przy okazji beatyfikacji dobrze byłoby zorganizować spotkanie tych,
którzy mogą na 18 sierpnia przybyć do Fianarantsoa. To miało być nasze polskie
przeżywanie wydarzeń religijnych w Polsce. Po powrocie do Fianarantsoa, gdzie mieszkam w
gronie 12 Polaków, ustaliliśmy, że się spotkamy przy tej okazji. Aby skoordynować
polskie uroczystości z diecezjalnymi, odwiedziliśmy miejscowego Biskupa i tam
dowiedzieliśmy się, że 5 parafii z Fianarantsoa będzie organizować w Maranie
uroczystą celebrę. Postanowiliśmy ich aktywnie wesprzeć i do nich się dołączyć w
tych wyjątkowych obchodach. My, Polacy byliśmy koordynatorami prac, w które
zaangażowali się miejscowi zakonnicy i wspólnoty wiernych z Marany. O. Noiret
przygotowywał na to wydarzenie ludność już kilka dni wcześniej, głosząc liczne
konferencje także w lokalnym Radiu FI. Uczestnictwo w obchodach beatyfikacji rozpoczęło
się w sobotę 17 sierpnia czuwaniem modlitewnym w katedrze. Tekstom biblijnym, modlitwom
i śpiewom towarzyszyła gra sceniczna, ukazująca powołanie i dzieło o. Beyzyma.
Inscenizacja wystawiona została także następnego dnia po południu w Maranie.
Aby ukazać skalę trudności, jaką musieli pokonać
pielgrzymi, warto wspomnieć, że Marana oddalona jest 10 km od Fianarantsoa i położona
jest na przeciwległym zboczu góry (1200 m n.p.m.). W sam dzień uroczystości pielgrzymi
zgromadzili się o godz. 10.30 na placu przed szpitalem. Zasiedli na ławkach
wypożyczonych w szkołach katolickich i transportowanych ciężarówką do tego miejsca
przeze mnie. Do pomocy miałem harcerzy, którzy dodatkowo pomagali nam w utrzymaniu
porządku. Dziedziniec przychodni szpitalnej był otoczony barierkami i został ozdobiony
trzcinami. Pracownicy i chorzy szpitala urządzili szerokie podium z pomalowanymi na
biało kolumnami, przystrojonymi trzciną i z powiewającymi flagami papieskimi,
malgaskimi i polskimi; sprawiało to wrażenie kościoła na wolnym powietrzu.
St. G.: Kto przewodniczył religijnym uroczystościom
w Maranie i ilu przybyło wiernych?
T.K. Arcybiskup Fianarantsoa Philibert
Randriambololona koncelebrował Mszę świętą wraz z 25 miejscowymi kapłanami.
Przybyło też ponad 2500 wiernych. Wielu nie mogło tam przyjść ze względu na wiek
albo swoje słabości; pieszo trzeba było przejść przynajmniej 7 km od miejsca, dokąd
mogły dojechać samochody. Inni musieli pokonać 12 km. Wszystkich Polaków (księży,
braci zakonnych, sióstr i osób świeckich)było 28. Polacy przybyli z rożnych stron: z
Tananarivo, z Mananjary, z Fort Dauphin, z Farafangana i z Ambositra. Byli także księża
Francuzi i Włosi z Fianarantsoa.. Do pielgrzymów dołączyła delegacja Sióstr Św.
Józefa z Cluny, rozproszonych w 6 diecezjach Madagaskaru. Pielgrzymi przebyli pieszo
drogę (z Fianarantsoa do Marany) nazwaną imieniem siostry Anny Marii, - jednej z
pierwszych sióstr misjonarek, która przez 55 lat opiekowała się chorymi z Marany,
współpracując m.in. z o. Beyzymem. Przed śmiercią w 1962 r. nagrała na taśmie
magnetofonowej swoje świadectwo o ojcu Janie, w którym powiedziała: Jeśli o. Beyzym
nie jest świętym, to nikt inny nie może być świętym.
St. G.: Uroczystość w Maranie odbyła się w
niedzielę 18 sierpnia 2002 r. na placu przed szpitalem dla trędowatych, wybudowanym
przede wszystkim z ofiar nadesłanych przez Polaków. Jak wyglądała ta uroczystość?
T.K.: Na czele procesji na wejście niesiony był,
przez siostrę pielęgniarkę z tutejszego szpitala, krucyfiks wyrzeźbiony przez o.
Beyzyma, pomalowany na złoty kolor. Krucyfiks położono na ołtarzu, na którym
sprawowano Mszę świętą. O. J. Pawłowski SJ na rozpoczęcie Eucharystii w języku
malgaskim wygłosił słowo wstępne, w którym uprzytomnił doniosłość tego
wydarzenia. Następnie o. Noiret przybliżył zgromadzonym życie i działalność o.
Beyzyma; wskazał na fakt, że w latach 1902-1912 w wielkich trudach ten polski kapłan z
ogromnym poświęceniem wznosił nowoczesny, jak na owe czasy, szpital, gdzie obecnie
zebraliśmy się na modlitwę. Liturgia Eucharystyczna była w języku malgaskim, ale w
modlitwie wiernych jedno wezwanie wypowiedziano po polsku. Na ofiarowanie przyniesiono
kielich i patenę, których używał do odprawiania Mszy świętej o. J. Beyzym. Ten
kielich to dar od Rodaków z Polski z polskim napisem i wizerunkiem Matki Bożej
Częstochowskiej. Pielęgniarka przyniosła w darze położone na tacy: serum
(kroplówkę), strzykawkę, igły, bandaże i kompresy. Ze sprawowaną Ofiarą Chrystusa
jednoczyły się cierpienia wszystkich chorych, a także godziny spędzone na
pielęgnowaniu ich. Mieliśmy świadomość, że to dzieło miłosierdzia wobec
trędowatych zaczęło się w Maranie w 1892 r. wraz z bratem Dursap`em, kontynuowane
było z przybyciem o. J. Beyzyma w 1902 r. i Sióstr Św. Józefa z Cluny w latach
następnych i przybywających aż do dziś. Obecni byli: lekarze, pielęgniarki,
pracownicy oraz ludność z 5 parafii z Fianarantsoa. Wszyscy przybyliśmy na ten dzień
wraz z okolicznymi benefaktorami, by się zjednoczyć przy stole Eucharystycznym. Po
Komunii przewodniczący Rady Parafialnej, w języku betsileo, podziękował uczestnikom
uroczystości. W słowie końcowym Arcybiskup podziękował Bogu za danie Madagaskarowi
kolejnego błogosławionego. Po Mszy, przez ponad godzinę, pielgrzymi przechodzili przed
sarkofagiem Błogosławionego w kaplicy w Maranie. Na marmurowej tabliczce wygrawerowano
złotymi literami: Bł. Jan Beyzym 1850-1912, beatyfikowany przez Jego
Świątobliwość Jana Pawła II, 18 sierpień 2002.
St. G.: Ojciec Jan Beyzym nie jest pierwszym malgaskim
błogosławionym...
T.K.: Mamy już trzech błogosławionych, w tym
dwóch jezuickich kapłanów i jedną kobietę. Na ich kanonizację trzeba będzie jeszcze
poczekać, aż Bóg potwierdzi cudami ich wstawiennictwo. Są to: o. Jacques Berthieux SJ
(1838-1896), męczennik; Victoire Rasoamanarivo (1848-1894) - matka rodziny, która wiele
wycierpiała od swego męża i teraz o. Jan Beyzym SJ (1850-1912).
St. G.: Jak malgasze odebrali nowego
Błogosławionego, przedstawionego na obrazie według autentycznej fotografii i to w
dodatku w otoczeniu trędowatych dzieci?
T.K.: Zdjęcie czy obraz o. J. Beyzyma z
trędowatymi dziećmi nie zrobił na nich dużego wrażenia. Są do trądu przyzwyczajeni.
Przedstawione na nim dzieci to nie tylko dekoracja, ale konkretne uosobienie troski o
trędowatych. Nie wiem, jak interpretowali ten obraz, ale obrazki bł. o. J. Beyzyma
bardzo się im podobały, bo były kolorowe. Były one rozdane pielgrzymom przy wejściu
na Mszę świętą. Po odsłonięciu obrazu wszyscy zebrani odmówili po malgasku
modlitwę umieszczoną na odwrocie.
St. G.: Czy dzisiaj trąd występuje tak powszechnie
jak za czasów o. J. Beyzyma?
T.K.: Trąd można spotkać na całym
Madagaskarze, oczywiście nie w takim nasieleniu jak kiedyś, ale trędowaci żyją i
wielu z nich jest poddawanych leczeniu. Są i tacy, którzy nie chcą się leczyć. W
niektórych lasach żyją całe rodziny, a są nawet wioski trędowatych. Oni nie chcą
się leczyć czy przyznawać do choroby, bo to jest dla nich oznaką hańby. Często
chorych ukrywa rodzina. W zwyczaju malgaskim jest, że jeżeli umrze trędowaty, to nie
może być pochowany w rodzinnym grobowcu.
St. G.: Gdzie oprócz ośrodka w Maranie, wybudowanego
przez o. J. Beyzyma, leczy się trąd na Madagaskarze?
T.K.: We Fianarantsoa są dwa centra dla
trędowatych: Marana i państwowy szpital we wiosce Ilena, oddalonej 8 km od Fianarantsoa.
W diecezji Mananjary jest też centrum leczenia trądu dla mieszkańców wybrzeża. Jest
tam ciągle jeszcze ok. 60 rodzin chorych, leczonych przez Siostry St. Paul de Chartres.
Kiedyś był tam kapelanem nasz polski jezuita, o. J. Chromik.
St. G.: Czy miejscowe media informowały o planowanej
beatyfikacji o. Beyzyma?
T.K.: Bardzo mało się mówiło o tej
beatyfikacji zarówno w prasie, jak i w dzienniku TV - były tylko kilkusekundowe migawki
z wizyty Papieża w Polsce. W telewizji lokalnej z Fiaznar był także pokazany krótki
reportaż z Marany, zrobiony przez jednego z ojców oblatów.
St. G.: Czy istnieje Polska Ambasada na
Madagaskarze?
T.K.: Nie, jest tylko Konsul Honorowy. Nie było
go jednak na uroczystościach, bowiem przebywał w kraju na urlopie.
St. G.: Światowe agencje informacyjne donosiły o
trwającym przez wiele miesięcy u was stanie wojennym i o rozpętanych w wielu rejonach
kraju nawet krwawych potyczkach. To z pewnością utrudniało nie tylko komunikację ze
światem, ale i zorganizowanie wspomnianej uroczystości religijnej.
T.K.: Jest już po stanie wojennym. W Fianarantsoa
jest spokój od końca kwietnia i życie wraca na stare tory. Widać już jednak nową
politykę; i być może, coś się zmieni na lepsze. Nie można oczekiwać szybkich zmian,
bowiem to wymaga przede wszystkim zmiany myślenia i nastawienia ludzi, wdrożenia planów
reformatorskich, uzdrowienia państwa, a to proces na lata. Wydaje się, że dzieje się
coś pozytywnego, w czym także i my jako katolicy uczestniczymy.
St. G.: Kto teraz jest prezydentem kraju i jakie
reprezentuje wartości?
T.K.: Prezydentem jest Marc Ravalomanana. Został
wybrany w grudniu 2001 r., ale władzę objął dopiero na początku maja, bo dawny
prezydent nie chciał ustąpić. Jest on protestantem, ale przychylnym rozwojowi
katolicyzmu oraz innych religii. 25 sierpnia uczestniczył z kilkoma członkami rządu we
Mszy świętej dziękczynnej, odprawionej na stadionie sportowym z okazji kończącego
się roku jubileuszowego (140-lecia diecezji Tananarivo) stolicy kraju; tu rozpoczęła
się ewangelizacja Czerwonej Wyspy, jak powszechnie nazywa się Madagaskar.
St. G.: Ilu polskich kapłanów i sióstr zakonnych
pracuje w Fianarantsoa?
T.K.: Jest nas 11 osób. Są to: ojcowie
kamilianie odpowiedzialni za duchową opiekę chorych w szpitalu. Pracują oni w Ośrodku
zdrowia dla pracowników dzieł diecezjalnych, to znaczy: nauczycieli, pracowników
garażów, stolarni, ślusarni misyjnych i Wydawnictwa. Księża oblaci prowadzą dom
formacyjny. Za kilka miesięcy, gdy zakończą budowę kościoła, zostanie otwarta nowa
parafia im powierzona. Jest franciszkanka, s. Władysława. Pracuje w Centrum formacji,
gdzie dziewczęta uczą się szycia i gotowania. Jej podstawową pracą jest jednak
alfabetyzacja i ewangelizacja dziewcząt, bo wiele z nich nie umie czytać ani pisać. Są
to głównie dziewczęta z buszu.
Ja pracuję w Collége St. François Xawier w
Fianarantsoa jako dyrektor ekonomiczny. Mam 1500 uczniów i 115 nauczycieli. Mieszkam w
malgaskiej wspólnocie wraz z 11 jezuitami. Na Madagaskarze pracują jeszcze inni jezuici
z Polski: o. J. Pawłowski i o. Cz. Tomaszewski w Antananarivo. O. Pawłowski pracował do
tej pory w parafii miejskiej w Ambositra. Obecnie został skierowany do pracy w Collége
St Miche w Tananarivo. Jest to renomowana jezuicka szkoła, kiedyś jedyna i pierwsza w
stolicy. Będzie w niej zarządzał sprawami ekonomicznymi, bowiem Malgaszom trzeba w tym
szczególnie pomagać. O. Tomaszewski pracuje w duszpasterstwie w parafiach na obrzeżach
stolicy.
My, jezuici polscy i malgascy pracujemy na Wyżnie,
ale po całej wyspie są rozsiani polscy misjonarze. Jest nas tu wielu: są księża
werbiści, oblaci, Misjonarze Świętej Rodziny, salezjanie, saletyni, franciszkanie,
lazaryści, orioniści, siostry franciszkanki, salezjanki, orionistki i ostatnio przybyła
s. Dorota ze Zgromadzenia św. Jana Chrzciciela. Od półtora roku nasz rodak ze
zgromadzenia Świętej Rodziny jest biskupem diecezji Morombe.
St. G.: Jaka jest liczba katolików i ile jest
diecezji?
T.K.: Co do liczby katolików, to nie wiem
dokładnie; jest ich ok. 35-40 %. Mamy 19 biskupów w 17 diecezjach. Dużo jest
protestantów. W pokaźnej liczbie są obecni animiści.
St. G.: Serdecznie dziękuję za rozmowę i w
imieniu Czytelników PSJ zapewniam o naszej modlitwie. |